środa, 12 października 2011


Był wiek XXIII, niedziela, godzina - 15. Ubrany do rosołu, doświadczony Drapacz Chmur – Don Manuel Viskoza y Rolka de Papy don Banderolka czekał na zupę. A umiał czekać jak nikt. Czekając jak nikt, wodził surowym wzrokiem po blacie stołu. Wodził wzrokiem surowym aczkolwiek z nutką roztargnienia, co zauważył tylko Waleriusz Rozkoszny drzemiący płytkim, przyjemnym snem. Blat obity był twardą blachą i pomalowany błękitną farbą olejną. By przypominał niebo, pomysł don Manuela Viskozy nieskomentowany przez nikogo. Błękitna i śliska niegdyś powłoka zmatowiała pamięcią setek posiłków. Don Manuel odruchowo szukał chmur. Nie wytropiwszy interesującego zacieku, wbił wzrok w nic szczególnego. Zaczęło pachnieć mokrym asfaltem. Alicja Benedykta Brzoza odrzuciła lekko włosy. Spojrzała w lewo. Zaczyna się – pomyślała bezwiednie. Na lewo była ściana bez zegara. Alicja rozmarzyła się. Dobra ściana na letnie popołudnie. Biała, jasna. Pasuje na długą opowieść. Porządną. Piękną i smutną. Koniecznie dramatyczną. Jak zwykle zresztą…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz